Wysoka wartość
W jego ramach autor pomieścił mnóstwo szczegółów wysokiej wartości. Na kanwie rzadko idealizowanego realizmu pojedyncze sceny występują z wielką prawdą i artyzmem. Zwłaszcza psychiczne procesy i rozwój ciemnych, grubych charakterów wieśniaczych, kreślone z zadziwiającą wiernością, w najrozmaitszych skrętach i specyficznych przemianach.
Zdarzają się autorowi nieraz tak szczęśliwe natchnienia, że, jak np. w scenie chłopskiej dysputy przy kieliszku, może śmiało rywalizować z najlepszymi w tej sztuce zdolnościami. Niewymuszony, łatwy, płynny humor rozlewa się po całym obrazie aż do ostatniej chwili, spadając miejscami żwawym strumieniem. Cała grupa chłopów, a przede wszystkim Zołzikiewicz, przegniły na swym urzędzie łotr, kokietujący swą pstrokatą toaletą wiejskie dziewczęta, studiujący Izabelę Hiszpańską, która jest dla niego podręcznikiem bezwza-jemnej i dlatego idealnej miłości do córki miejscowego dziedzica i pociechą w gojeniu ran poniesionych w walce z ostrymi zębami Kruczka, ten, mówimy, Zołzikiewicz, jest figurą wyskakującą z powieści przez swe wyśmienicie dobrane i uwydatnione znamiona. Nie brak temu szczęśliwemu obrazkowi i ułomności. P[an] Litwos od początku swego pisarskiego zawodu aż dotąd jest ciągle i wyłącznie autorem Szkiców węglem, chociaż je nie zawsze tym tytułem nazywa. Wszystkie więc wady, jakie się łączą z robotą szkicową, nie odstępują go prawie nigdy, a w tej powiastce może bardziej niż kiedykolwiek. Wtedy gdy czytelnik dopiero się rozciekawia, autor już się nuży i nagłym zamachem przecina pasmo swego opowiadania. Stąd też jego Szkice węglem są zawsze i tym razem powieścią, w której znudzony autor objaśnia krótko czytelnikowi w połowie treść ostatniej stronicy, zwolniwszy go od poznania reszty, którą by poznać, chociażby dla zrozumienia epilogu, należało. Mimo wszakże tych usterek ostatni utwór pana L[itwosa], zarówno swą naczelną myślą, jak jej szczegółowym rozprowadzeniem, należy do najpomyślniejszych prac jego i jego piśmienniczej gałęzi.